Strona główna | TechnikaZ wolim okiem

Z wolim okiem

Wykonanie dachu z wolim okiem do najprostszych nie należy. Potrzeba wiedzy, wyobraźni i cierpliwości, by wszystko poszło zgodnie z planem. Kiedy jednak doświadczony wykonawca spotyka dobrego inwestora, nie ma takiej trudności, której by wspólnie nie pokonali.

Szlifowanie, podcinanie… Ale pierwsze wole oko już pokryte

Pierwsze spotkanie Roberta Jurczyka z firmy Dach-Mistrz (www.dach-mistrz.pl) z inwestorem miało miejsce latem 2011 roku. Wykonawcę polecił Piotr Chobot z firmy Masterbud, wiedząc, że wcześniej wykonywał on już dachy z wolim okiem. Jak to często bywa, przy pierwszym spotkaniu śmiała, wybujała wizja inwestora zderza się z szarą rzeczywistością. Tak i w tym przypadku pomysł zastosowania płaskiej dachówki wielkoformatowej został już na wstępie zweryfikowany możliwościami technicznymi. Robert Jurczyk wyjaśnił inwestorowi, że specyfika wolego oka wymusza zastosowanie innych, bardziej plastycznych w układaniu elementów – wybranym modelem nie da się go pokryć.


Trudne decyzje
Za radą wykonawcy inwestorzy wybrali się do Kłobucka do firmy Kronos II. Mając na uwadze szczegółowe instrukcje, szukali dachówki, która sprosta ich wymaganiom estetycznym, a jednocześnie nie będzie sprawiała trudności podczas układania. Przy wsparciu handlowca Jacka Wrzalika wybrali jedną z najdroższych w ofercie dachówek ceramicznych, czyli Ergoldsbacher Karat® firmy Erlus. Z danych technicznych wynikało, że z tej dachówki nie będzie można ułożyć wolich oczek – producent wyraźnie zaznaczył, że to jest raczej niemożliwe. Pod tym względem nie był to więc wybór dobry.

Po wspólnych naradach Robert Jurczyk zdecydował się jednak podjąć wyzwanie. Wziął na próbę około 200 sztuk dachówki, kilka łat na wole oczko i postanowił zobaczyć, jak dachówka będzie się zachowywać w pracy.


To jest ta łatwiejsza część zadania – tu dachówka układała się bez problemów


Okap jeszcze bez podbitki

Czasem słońce, czasem śnieg
Początki nie były łatwe. Podstawą było dokładne, niemal aptekarskie rozmierzenie i rozplanowanie ułożenia łat. Kiedy czteroosobowa ekipa późną jesienią wchodziła na dach, był on już w pełni odeskowany i przykryty w całości papą termozgrzewalną. Po nabiciu kontrłat zostały nabite łaty w tylnej części budynku. Rozpoczęto obróbki i montaż tytanowo-cynkowych rynien w kolorze patyna anthra (VM Zinc). Załoga z Dach-Mistrza nie miała łatwo, bo siedziba firmy leżała 60 km od placu budowy (za blisko, aby wynajmować noclegi na miejscu, a jednocześnie na tyle daleko, że dojazd ruchliwymi drogami pochłaniał sporo czas), związane z tym wcześniejsze wstawanie, coraz krótszy dzień, a i pogoda nie zawsze była sprzyjająca. Dzięki dobrej atmosferze prace powoli postępowały jednak naprzód. Po kolei zostały wstawione okna, wytrasowane linie co cztery dachówki, założone kosze w dachu, tzw. głębokie, również z blachy tytan-cynk. Pod gąsiory poszła łata na wspornikach i tzw. szczotka bezpośrednio pod gąsior, co dało pożądany rezultat przy niskich temperaturach. Gdy dach lekko przysypał śnieg, dekarze odgarniali go szczotkami i dalej kładli dachówkę. Prace posuwały się naprzód, dach codziennie zyskiwał kawałek nowego pokrycia.


Mocowania pod panele solarne

Dramatyczny finał
Wraz z nadejściem wiosny dzień robił się dłuższy, temperatury nieco wzrosły, słońce zaczęło częściej wyglądać zza chmur. Nadszedł czas na podjęcie najtrudniejszego etapu pracy – rozpoczęcie strony z wolimi oczkami. Ponad miesiąc, z największą dokładnością, sztuką dekarską i uwzględnieniem oczekiwanego efektu estetycznego, cała ekipa dopracowywała każdy szczegół.


Po zakończeniu prac – można podziwiać efekty

Czoła wolich oczek zostały wykonane z odpornej na wilgoć płyty OSB, obłożonej w warsztacie blachą tytanowo-cynkową, łączoną na rąbek stojący. Panująca na dworze temperatura była jeszcze na tyle niska, że blachę trzeba było lekko podgrzewać palnikiem, aby nie pękła przy montażu. Frontowa połać kosztowała ekipę sporo zdrowia. Prace przebiegały pomyślnie, nie pojawiały się tzw. nieprzewidziane problemy. Po raz kolejny potwierdziła się zasada, że dobry plan to połowa sukcesu. Gdy prace odpowiednio się zaplanuje i uwzględni wszelkie towarzyszące okoliczności – musi się udać.

Ale to była subiektywna ocena wykonawców, brakowało jeszcze rzeczy najważniejszej, czyli opinii zleceniodawcy.


Widok od tyłu

Ten zaś bawił w ciepłych krajach, zbierając siły i przygotowując się psychicznie do odbioru dachu na swoim domu. Wreszcie pewnej soboty przyjechał na budowę. Przywitał się z nami i kilkakrotnie obszedł budynek dookoła. Ja z chłopakami staliśmy z boczku, czekając na werdykt. Inwestor uważnie przyglądał się dachowi i wciąż nic nie mówił. Nie powiem – trochę się denerwowaliśmy. Inwestycji poświęciliśmy mnóstwo pracy, naprawdę się przyłożyliśmy. A ten wciąż milczy… – uśmiecha się Robert Jurczyk – Okazało się, że to taka gra. Pan Bartłomiej chciał po prostu wzmocnić efekt dramatyczny. Wreszcie wydał z siebie głos. Odetchnęliśmy z ulgą, bo ocena brzmiała: Doskonale!


Mniejsze wole oczko

Najważniejsze: współpraca
Nie było ani jednej rzeczy, która by mu się nie podobała. Nie miał dosłownie żadnych zastrzeżeń.
Łączny czas realizacji dachu to 3-4 miesiące. Biorąc pod uwagę taki stopień trudności dachu, brak windy dekarskiej (wszystkie materiały musiały być dostarczane na dach ręcznie) i że były to miesiące zimowo-wiosenne, to naprawdę niezły wynik.


Obróbka czoła lukarny

Na komfort pracy ekipy na pewno duży wpływ miała także ogromna cierpliwość i wyrozumiałość inwestora, gruntownie przemyślane decyzje dotyczące wyboru materiałów oraz odpowiednie nastawienie finansowe. Inwestor okazał się konkretny i wymagający, stawiał bowiem na towar pierwszej jakości, niepowtarzalny i z najwyższej półki. W pełni zaufał ekipie dekarzy, a ci odwdzięczyli mu się swoim zaangażowaniem. Zadowolenie inwestora było tak duże, że nie tylko zwrócił ekipie koszty dojazdu na budowę – co ani nie jest oczywiste, ani nie zdarza się często – ale jeszcze zapytał o możliwość zbudowania domku na narzędzia z tyłu podwórka, w konstrukcji drewnianej, krytego gontem. Efekt i tej pracy okazał się bardzo zadowalający.


Opracowanie: redakcja miesięcznika DACHY

Źródło: Dachy, nr 6 (210) 2017
DODAJ KOMENTARZ
Wymagane: Zaloguj się aby dodać komentarz > Zaloguj się
TEMAT MIESIĄCA
Pod własnym dachem

Kiedy dekarzem zostaje ktoś, kto od zawsze marzył o własnym domu, można się spodziewać, że gdy uda mu się zrealizować to marzenie, jego dach będzie dopieszczony w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli dodatkowo człowiek ten jest pasjonatem swego fachu, jest prawie pewne, że będzie to dach niezwykły. Czytaj więcej