Strona główna | TechnikaNa dziko i z uśmiechem

Na dziko i z uśmiechem

W życiu każdego człowieka są chwile, do których wraca się we wspomnieniach z łezka w oku są i takie, o których chce się jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jest z dachami. W swojej 14-letniej „karierze dekarskiej” mam dachy albo raczej inwestorów, o których chciałbym nie pamiętać. Są też i tacy, o których zapomnieć się nie da i są właśnie tym miłym wspomnieniem. Do nich właśnie należą inwestorzy ze Rzgowa: Agnieszka i Robert.
Praca na tym dachu była dla dekarzy czystą przyjemnością

W 2011 roku wykonywałem dla nich pokrycie dachowe z łupka w technice dzikiego krycia na średnio skomplikowanym dachu. Od samego początku współpraca z właścicielami była wzorowa. Przegadaliśmy wiele godzin i wypiliśmy wiele kaw, ustalając wszystkie szczegóły. Przy okazji „badaliśmy” się nawzajem, starając się wyczuć to, czego nie da się przełożyć na słowa. Z perspektywy czasu twierdzę, że warto było poświęcić tyle czasu na dyskusje, bo później nie było żadnych problemów ze znalezieniem wspólnego języka. Do końca prac na dachu uśmiech nie schodził z twarzy ani inwestorom, ani mnie. Zdarzały się nam drobne wpadki, ale zawsze uwagę na nie zwracano nam spokojnie i z anielską cierpliwością.

Nie oszczędzać na akcesoriach!
Sam koszt dachu krytego łupkiem i to „na dziko” to niemałe pieniądze i dlatego od początku naciskałem na to, aby materiały dodatkowe – membrana, system rynnowy, blachy na obróbki – były jak najwyższej jakości. Na tym nie ma co oszczędzać. Łupek kładzie się tylko raz i oszczędzanie na dodatkach później się mści. To nie dachówka, którą można częściowo zdemontować i wymienić poszczególne elementy, na których się oszczędzało.


Spaczone deski pod wolimi oczkami trzeba było szlifować

Praktycznie nie miałem dachu, na którym inwestorzy nie chcieli oszczędzać na tych dodatkach. Trudno przemówić im do rozsądku, że kupując jakiekolwiek pokrycie dachu powinni do tego zakupić cały system, jaki proponuje i nierzadko produkuje producent pokrycia, a nie szukać tańszych zamienników.  Jest to podstawowy grzech budujących. Ale z drugiej strony, nietrudno ich zrozumieć: dach jest ostatnim etapem stawiania domu w stanie surowym, zasoby finansowe są zwykle już bardzo ograniczone, a tu trzeba jeszcze wykończyć wnętrze… Wówczas zaczyna się szukanie oszczędności. Jednak przed podjęciem decyzji o budowie inwestorzy powinni dokładnie zapoznać się z wszelkimi kosztami związanymi z budową domu, przeanalizować, na co sobie mogą pozwolić, aby na tym ostatnim etapie „dachowym” nie oszczędzać, bo oprócz fundamentów dach to najważniejszy element domu i warto o tym pamiętać.

W opisywanym przypadku inwestorzy posłuchali rad doświadczonego dekarza i nie musieliśmy stosować zamienników, co bardzo pomagało w pracy.


Mimo dużego poddasza nie ma tu okien dachowych – to świadomy wybór inwestora

Miłe powroty
Roboty na dachu przeciągały się z powodu dużych opadów śniegu, jakie nawiedziły tamte strony zimą 2011/2012, ale nawet to nie wpłynęło na pogorszenie się relacji pomiędzy inwestorami a mną. Miło było otrzymać życzenia świąteczne i noworoczne od Pani Agnieszki i Pana Roberta. Niby nic wielkiego, a jednak kiedy po świętach wracaliśmy do pracy, to z uśmiechem na twarzy. Nikt z ekipy nie narzekał na oddalenie od rodzin i niewygody mieszkania na budowie. Nie było również problemów z częściową odpłatnością za wykonane prace, co dzisiaj należy do rzadkości. Zazwyczaj inwestorzy nie chcą bowiem słyszeć o płatnościach w trakcie prac pomimo tego, że prace przy łupku są bardzo czasochłonne i zajmują nieraz ponad 4 miesiące.

Przeróbki: konieczne i na zamówienie
Zakupiony łupek był dość pokaźnych rozmiarów. Zdarzały się płyty o rozmiarach 1,2 m × 1,2 m i sporej jak dla płyty łupkowej o grubości prawie 2 cm, wadze. Poważnym problemem była dla nas sprawa transportu tak dużych płyt na dach. Tutaj ponownie sprawdziła się wysłużona już i bardzo wiekowa winda dekarska. Jednak jej 13-metrowy wysięg był zdecydowanie za mały i z tego względu tak wielkich płyt nie montowaliśmy poza jej zasięgiem. Czas pomyśleć o nowej windzie, ale banki nie palą się do udzielania kredytów na takie maszyny. Koniec końców staruszka pewnie posłuży mi jeszcze wiele lat…


Początkowo nie przewidywano tu miękkich połączeń

Mieliśmy trochę problemów z niezbyt dokładnie wykonanym deskowaniem dachu. W wielu miejscach trzeba było szlifować deski, bo jednak w trakcie wysychania wypaczyły się. Szczególnie uciążliwe było to na wolich okach. Już w trakcie układania wysokoparoprzepuszczalnej membrany zmuszeni byliśmy do odrywania poszczególnych desek i ponownego ich mocowania w taki sposób, aby nie podnosiły łupka.

Wstępnie kosze miały być wyłożone blachą, jednak inwestor zasugerował wykonanie miękkich koszy. Oznaczało to, że ponownie musieliśmy się zmierzyć z ciesielskimi przeróbkami, a także z wykonaniem płynnych przejść połaci dachowych w kominy. Dla doświadczonego cieśli może nie jest to problem, lecz nam, dekarzom, sprawiło to sporo trudności. Tym większe, że do każdej pracy wymagane są dobre narzędzia, a te niestety sporo kosztują. Gdybyśmy tego typu prace wykonywali często, to opłacałoby się je kupić, a tak musieliśmy posłużyć się półśrodkami i zajęło to nam sporo czasu. Ale było warto. Te wszystkie przeróbki zdecydowanie poprawiły wygląd dachu.


Dariusz Kocaba określił dach jako „średnio skomplikowany”

Deskowanie bez przecieków
Na deskowanie zastosowano membranę Ekran Dachowy Włochaty firmy Marma. Z tym produktem spotkaliśmy się po raz pierwszy i myślę, że to był bardzo dobry wybór. W trakcie kilku miesięcy prac na dachu nawiedzały nas opady deszczu o różnej intensywności. Po pierwszych opadach z niepokojem szukaliśmy na strychu możliwych przecieków, ale okazało się, że takowych nie było. Kolejne opady nie robiły już na nas wrażenia i spokojnie wracaliśmy do pracy. Zadziwiły nas właściwości tej membrany: otóż każdy z kamieni jest mocowany do deskowania za pomocą kilku gwoździ, więc nie byłoby zdziwienia, gdyby po opadach pojawiły się przecieki w miejscu wbicia gwoździa. Tu jednak okazało się, że membrana dzięki swemu włochatemu podkładowi wchłania wilgoć i nie przepuszcza jej dalej, a kiedy wystąpią sprzyjające warunki, tę wilgoć oddaje na zewnątrz. Fakt, że cena tej membrany jest spora, ale jej właściwości są tego warte.


Zielonkawy odcień cynkowo-tytanowej blachy początkowo nie przypadł do gustu żonie inwestora, ale…

Obróbki blacharskie i system rynnowy wykonano z tytancynku w odcieniu nieco zielonkawym, co z początku nie za bardzo podobało się Pani Agnieszce. Ale kiedy już na tych obróbkach położyliśmy pierwsze kamienie, nie miała już wątpliwości co do wybranej przez męża kolorystyki.

Na strychu przydałoby się chociaż jedno okno dachowe dla doświetlenia pomieszczeń, ale tu Pan Robert stawiał zdecydowany sprzeciw. Okazało się, że jest to jeden z „dziwaków”, który nie lubi okien dachowych. Musiałem ustąpić – każdy ma prawo do swoich dziwactw, tym bardziej, że akurat to nie ma wpływu na jakość dachu, a pokaźnych rozmiarów strych można doświetlać światłem sztucznym.


…przekonała się do tego zestawienia kolorystycznego, gdy tylko zobaczyła ułożone pierwsze kamienie

Ilekroć bywam w tamtych stronach, odwiedzam tych przemiłych ludzi, przy okazji sprawdzając stan dachu (jak do tej pory poluzował się i wypadł tylko jeden kamień. Wypijamy kawę, rozmawiamy. Chciałoby się mieć więcej takich inwestorów, ale im dłużej pracuję w branży, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że to już chyba wymarły gatunek.

Dariusz Kocaba
Kodar
Łochowo k. Bydgoszczy


Źródło: Dachy, nr 8 (164) 2013

CZYTAJ WIĘCEJ

Dzikie krycie łupkiem
Dekarze łupkowi z klubu Rathschecka
W krainie łupka
90 ton łupka kamiennego
Łupkowa fasada
Dzikie krycie na Podhalu



DODAJ KOMENTARZ
Wymagane: Zaloguj się aby dodać komentarz > Zaloguj się
TEMAT MIESIĄCA
Pod własnym dachem

Kiedy dekarzem zostaje ktoś, kto od zawsze marzył o własnym domu, można się spodziewać, że gdy uda mu się zrealizować to marzenie, jego dach będzie dopieszczony w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli dodatkowo człowiek ten jest pasjonatem swego fachu, jest prawie pewne, że będzie to dach niezwykły. Czytaj więcej