Strona główna | TechnikaHydroizolacje "kombinowane"

Hydroizolacje "kombinowane"

Projektowanie budynku czy dachu oznacza wiele możliwości i kombinacji – ale nie wszystkie te warianty są długotrwale kompatybilne i skutkują oczekiwanymi rezultatami, czyli trwałością i funkcjonalnością. Architekt przede wszystkim zwraca uwagę na zewnętrzny wygląd, funkcję i całkowite koszty obiektu. Dekarz kryje, izoluje według wytycznych projektanta/producenta, opierając się przy tym (mniej więcej) na ogólnych zasadach sztuki budowlanej. Liczy się przede wszystkim efekt końcowy: użytkownik, budowniczy czy zleceniodawca budynku ma się w nim czuć dobrze, izolacja termiczna ma w nim stworzyć przyjemny mikroklimat i chronić przed stratami energii cieplnej. Będący zwieńczeniem budynku dach odgrywa tutaj istotną rolę.

Dach płaski na obiekcie przemysłowym z dużą liczbą przebić

Od projektu do wykonawstwa

Szybciej, lepiej, taniej i to bez zbytniego nakładu środków. Takie są częste oczekiwania inwestorów, architektów, z którymi jako rzeczoznawca mam sporo do czynienia.

Efekty takiego postępowania są przeważnie diametralnie inne niż wyobrażenia, a koszty nieraz kilkakrotnie przewyższają „oszczędności”.


Dach płaski na obiekcie przemysłowym – nieudana próba uszczelnienia detali płynną folią, masą uszczelniającą

Szybciej, lepiej, taniej (ale za to z większym zyskiem) to także wyobrażenia dekarza, który często niestety koncentruje się właśnie na szybkości, zaniedbując przy tym dokładność.

Projektanci projektują coraz mniej i pozostawiają planowanie generalnemu wykonawcy, który z kolei polega na wykonawcy. Daje to rzeczoznawcom duże pole do popisu…


Gdy okrągłe spotyka się z prostokątnym: uszczelnienie okrągłego przekroju rury papą bitumiczną

Przykładowo niektóre detale, np. połączenia z podwójnym teownikiem czy połączenia ze zbyt nisko zamontowanymi drzwiami tarasowymi są niemal niemożliwe do trwałego uszczelnienia przy użyciu klasycznych pap czy membran z tworzyw sztucznych. Często izolacja jest wyprowadzona na okładzinę zamiast na właściwą ścianę, wysokości połączeń są zbyt niskie, mocuje się tylko górne krawędzie, które potem uszczelnia się różnymi masami. Niemożliwe jest też uszczelnienie wbudowanych plastikowych wywietrzników bez pozostawienia na nich śladów przypaleń czy innych uszkodzeń.


Plastikowy wywietrznik uszczelniony membraną z tworzywa sztucznego i taśmą klejącą

Przy takich połączeniach stosuje się dobrze znaną kombinację izolacji, stosowaną już przed 20 laty. Jeszcze dawniej dachy płaskie były izolowane niemal wyłącznie papami bitumicznymi. Oferowane wówczas papy oksydowane nie posiadały odpowiedniej elastyczności i z trudnością dawały się dopasować do skomplikowanych kształtów. Papy ześlizgiwały się z pionowych płaszczyzn, nie chciały przylegać do okrągłych elementów wpustów czy rur. Do uszczelniania takich przebić zaczęto więc stosować pasy membran z tworzyw sztucznych (EPDM, PIB, PVC i in.), które układano z przesunięciem w stosunku do papy – nieraz nawet w trzech warstwach. Z pewnością nie było to rozwiązanie długotrwałe, ale jaki był stan wiedzy technicznej przed 40 laty?


Obróbka z kątowników cynkowych, otwarta fuga

Na połączeniach i zakończeniach liniowych stosowano profile z blachy cynkowej (która też nie dawała się w 100% formować). Po 20–25 latach albo i wcześniej, w zależności od jakości blachy i przyklejonej do niej papy, blacha ulegała korozji i perforacji. Luty otwierały się wskutek rozszerzalności termicznej, a połączenie z papą było nietrwałe. W efekcie pod izolację dostawała się woda.


Uszkodzona obróbka z blachy cynkowej, przymocowanej nie do muru, lecz do okładziny ściennej

To też nie było rozwiązanie trwałe, ale odpowiadające poziomowi wiedzy budowlanej przed 30 laty.
Od kombinacji do jednorodnego materiału

Ponieważ na wielu dachach przedwcześnie dochodziło (i nadal dochodzi) do przecieków, zwłaszcza na połączeniach, zakończeniach, przebiciach, wykonawcy i producenci zaczęli poświęcać więcej uwagi tym miejscom. Nie do końca im się to udało i dzięki temu my rzeczoznawcy wciąż mamy co robić.

Naprawianie czy wykonywanie tych detali z wykorzystaniem taśm reparacyjnych, bitumicznych mas szpachlowych z rozpuszczalnikami, natryskowych na dłuższą metę nie zdaje egzaminu i jest nieskuteczne.


Kombinacja z pasami membrany z tworzywa – to nie jest trwałe rozwiązanie

W przypadku takich nietrwałych rozwiązań (nie dajmy się zwieść określeniom „trwale elastyczne”) chodzi o naprawy o ograniczonej żywotności, wymagających fachowej ingerencji, która rozwiąże problem na długo. Trwale elastyczne masy do fug wymagają konserwacji i nie mogą zastąpić prawidłowej hydroizolacji.


Na membranę położono papę bitumiczną – naprawa nieudana

Stosowanie takich cząstkowych rozwiązań w nowym budownictwie, w ramach szeroko zakrojonych napraw na dachach z nowymi hydroizolacjami uważam za niedopuszczalne. A mimo to wciąż widzę takie rozwiązania na dachach, które mają mniej niż 10 lat. Według mnie jest to wystarczający powód, żeby nie odebrać dachu.


Spływająca z pionowej płaszczyzny warstwa papy oznacza, że nie ma ona wystarczającej odporności na wysoką temperaturę

Kilka przykładów:
  • nowa hydroizolacja z membrany PVC
    • Przy wywietrznikach i przebiciach membrana została wyprowadzona na pionowe ścianki i na górze zabezpieczona taśmą do napraw. Nie odpowiada to wymaganiom wobec mocowania mechanicznego, a ponadto miałem podejrzenia co do kompatybilności tych dwóch odmiennych materiałów. Jak długo taka taśma klejąca się utrzyma i kiedy membrana się ześlizgnie? Ja bym takiego dachu nie odebrał…
    • przyklejanie termozgrzewalnej hydroizolacji do membrany EPDM. Byłem mocno zaskoczony, gdy firma budowlana zatrudniła mnie jako doradcę już po przeprowadzonym remoncie dachu płaskiego. Okazało się, że część szwów nie została zgrzana, jak nakazywały zalecenia producenta, lecz uszczelniona klejem do membran EPDM. Jeszcze inne połączenia były zasmarowane natryskową masą uszczelniającą. Widoczne były już przecieki. Po kilku próbach napraw i spotkaniach na dachu, podczas których doradzałem dekarzom, generalny wykonawca zdecydował się zmienić wykonawcę. W porozumieniu z producentem hydroizolacji przerobiono wspomniane szwy, przygrzewając na nie pasy membrany.
Hydroizolacja bez zbrojenia
Wielu wykonawców do dzisiaj z rozrzewnieniem wspomina dostępne jeszcze w latach 80. membrany Gamat (potem Megamat) – rozciągliwe niemal bez granic, niezbrojone, tańsze niż normalne papy bitumiczne i chętnie zamiast nich stosowane do uszczelniania połączeń.


Kształtki z EPDM zamiast ręcznych kombinacji

Membrana ta dopasowywała się nawet do najbardziej skomplikowanych kształtów, okrągłe podstawy rur czy kopuły nie stanowiły dla niej najmniejszego problemu.

Ale niestety wady przysłoniły zalety, bo membrana ulegała częstym uszkodzeniom na połaciach, gdzie tworzyły się rysy i pęcherze, które pękały i niestety rozszczelniały powłokę. Producent musiał się zmierzyć z falą roszczeń odszkodowawczych i musiał zakończyć działalność. No i dekarze znowu mieli problem, czym uszczelniać przebicia, połączenia i zakończenia…


Smarowanie zamiast zgrzewania

Wyższe zakończenie = niższe ryzyko
I znowu okrągłe świetliki, wielkoformatowe okrągłe przebicia były uszczelniane niezliczonymi paskami papy, zasmarowywanymi potem kitami. I wykonawcy pozostawało jedynie mieć nadzieję, że szwy wytrzymają i że do środka nie zacznie przeciekać woda.


Płynna folia, masa uszczelniająca

Ale jest pewien sposób na takie miejsca: połączenie z przechodzącym przez dach elementem można podwyższyć przy pomocy kawałka dopasowanego ocieplenia. W ten sposób samo zakończenie hydroizolacji wystaje nad płaszczyznę odwadniania i nie jest narażone na podciekanie.

Współcześnie…
Dzisiaj do uszczelniania takich detali, również podwójnych profili teowych, używa się płynnych folii. Skomplikowane kształty to jeden z głównych obszarów zastosowań tych preparatów, co mocno podkreślają ich producenci, opatrując swoje materiały w liczne zdjęcia. Pojawiły się też zastrzeżenia wobec tych produktów, niektórzy odmawiali uznania ich za hydroizolację, tym bardziej, że raczej nie stosuje się ich do pokrycia dachów o dużych powierzchniach, rzędu kilku czy kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych. Producenci ulepszali swoje wyroby, sprawdzali ich zgodność z „konwencjonalnymi” hydroizolacjami, zalecali stosowanie preparatów gruntujących. Wreszcie dołożyli zbrojenie z włókniny, ustalili minimalną grubość warstwy i w ten sposób doprowadzili, że płynne folie stały się nowym rodzajem kombinowanej hydroizolacji.


Podłoże nie zostało zagruntowane. Efekt: brak zespolenia, brak szczelności

Ale wykonawca nadal ponosi ryzyko odpowiedzialności za szczelność całego dachu płaskiego. A ryzyko takie może być istotne:
  • stosunek katalizatora i masy pod wpływem temperatury zewnętrznej, czasu przechowywania może stać się inny niż producent zaleca dla danego zadania,
  • do przygotowania podłoża może zostać użyty nieodpowiedni grunt (innego preparatu używa się do gruntowania płaskich połaci, innego do detali),
  • podłoże może być za zimne, za wilgotne, za brudne, sama hydroizolacja połaci – a zwłaszcza jej powierzchnia – może mieć inne właściwości niż podaje to producent,
  • w przypadku wystąpienia szkody i roszczeń gwarancyjnych obaj producenci (hydroizolacji i płynnej folii) będą nawzajem wskazywać się palcami lub też zgodnie wskażą wykonawcę jako winowajcę utraty szczelności. Zwłaszcza wtedy, gdy płynna folia jest materiałem wieloskładnikowym, a wykonawca nie udokumentował odpowiednio warunków brzegowych, nie zmierzył temperatury powierzchni czy popełnił inny błąd. Zawsze należy pamiętać o dokumentowaniu robót!
  • do mas z tworzyw sztucznych (PMMA, PUR, żywice i in.) nie wolno przygrzewać pap termozgrzewalnych, ponieważ powierzchnia masy ulegnie zniszczeniu i nie dojdzie do trwałego zespolenia,
  • przy remoncie dachu płynne folie musza być utylizowane jako odpad specjalny, podczas gdy bitum jest właściwie odpadem komunalnym.
Płynne folie – przekleństwo czy błogosławieństwo?
Osobiście mam tylko pozytywne doświadczenia z płynnymi foliami. Ale w ramach swojej działalności stwierdziłem też, że nie zawsze są one tańszym i zawsze optymalnym rozwiązaniem. Powinno się je stosować dopiero wtedy, gdy wyczerpane zostaną możliwości „klasycznych” hydroizolacji. Należy to uwzględnić już na etapie planowania.


Wyzwanie: teownik, wpust, podpora – i to wszystko blisko siebie

Dekarze, którzy nie specjalizują się w wykonywaniu hydroizolcji dachów płaskich (szczególnie wielkopowierzchniowych dachów przemysłowych), chętniej zgrzewają papy bitumiczne niż membrany z tworzyw sztucznych, nie mówiąc już o aplikowaniu płynnych folii.

Ale problematyczne może być nie tylko mieszanie, ale i przygotowanie podłoża. Przy gruntowaniu trzeba patrzeć w niebo (czy nie zanosi się na deszcz), pamiętać o czasie odparowywania (zwłaszcza w przypadku systemów jednoskładnikowych) i pilnować temperatury. Inaczej jednoskładnikowa płynna folia zniknie we wpuście, rozpłynie się po połaci. Zmierzyć i udokumentować należy temperaturę powierzchniową, strukturę powierzchni, wilgotność powietrza, stosunek wymieszania – zarówno przed, jak i w trakcie aplikacji.


Tu kombinacja różnych rodzajów hydroizolacji okazała się dobrym pomysłem

Jaka jest alternatywa? Alternatywnym rozwiązaniem, jakie stosuję od lat, jest przede wszystkim „klasyczna” hydroizolacja z EPDM (kauczuku syntetycznego). Cenię tu możliwość fabrycznego wykonania powłok, kształtek, prostokątnych i okrągłych kołnierzy, narożników, dzięki czemu materiału nie trzeba docinać. EPDM niemal nie ulega kurczeniu się, obrzeża wyprowadzone na pionowe ściany tworzą „wannę”. Fabryczne możliwości przygotowania niech zobrazuje fakt, że miałem do czynienia z dwoma dachami leżącymi na dwóch poziomach – różnica wysokości wynosiła 1,30 m – które były pokryte jedną ciągłą powłoką.

Hydroizolacje z EPDM mogą mieć powierzchnię 250–300 m2 i na mniejszych dachach można je układać z balastem przy niekorzystnych warunkach. I oczywiście kleić.


Wlot do szachtu wentylacyjnego z anteną został uszczelniony płynną folią

Podsumowanie
Kombinacje materiałowe są znane w wielu dziedzinach, szczególnie w przemyśle samochodowym blachy stalowe zastępuje się plastikiem. Wysoką kompatybilność tworzyw sztucznych należy jednak przed użyciem sprawdzić, wypróbować i ocenić. Producenci materiałów pokryciowych i przemysł chemiczny oferują wiele wyrobów: powłoki, płynne folie i akcesoria, jak blachy powlekane i inne. Warto więc samemu przekonać się, co łączy się na wieki, a jeśli nie na wieki, to przynajmniej na 20–30 lat.
Jeśli wcześniej blachę się gięło, docinało, tłoczyło, to dzisiaj trzeba się nastawić na smarowanie, szpachlowanie i natryskiwanie. Oczywiście lepsza byłaby hydroizolacja w jednym kawałku, z jednego materiału, z gwarancją.


Płynna folia na starych płytkach balkonowych

Istnieje niebezpieczeństwo, że ponieważ detale są tylko niewielkim fragmentem robót izolacyjnych, to często ich znaczenie dla funkcjonalności dachu jest niedoceniane. Albo że wykonawca myli płynną folię z masą do szpachlowania i zaniedbuje niezbędne czynności przy jej stosowaniu – nie sprawdza podłoża, kompatybilności materiałów, niedokładnie miesza i dokumentuje warunki panujące podczas prac.

Użycie takiej wieloskładnikowej izolacji może być dobrym uzupełnieniem, ale i niesie ze sobą ryzyko. Niezależnie od rodzaju pokrycia dach należy rozpatrywać jako całość. Dobrym pomysłem może być wykonanie normalnego połączenia np. z wpustem i potem dodatkowo zabezpieczenie tego obszaru płynną folią.


Płynna folia jako warstwa ochronna i użytkowa – można po niej chodzić, jeździć i nadaje się do dalszego wykończenia

Preparaty te widzę właśnie jako uzupełnienie hydroizolacji połaciowych, jeśli już wyczerpały się możliwości ich użycia. Wtedy jednak też trzeba zadać sobie pytanie, czy wybrany został odpowiedni system płynnych folii? Czy nie istnieje rozwiązanie, dzięki któremu użycie odpowiednich kształtek zmniejszyłoby ilość „łat” z płynnego tworzywa i uczyniło izolację bardziej jednorodną?

Dlatego najpierw trzeba sprawdzić, co się z czym łączy – zanim uczyni to rzeczoznawca.
 
Jürgen Lech 
Certyfikowany rzeczoznawca
Essen/Idstein, Coswig
Niemcy

Zdjęcia: Jürgen Lech


Źródło: Dachy, nr 6 (174) 2014

CZYTAJ WIĘCEJ

Hydroizolacje z surowców odnawialnych



DODAJ KOMENTARZ
Wymagane: Zaloguj się aby dodać komentarz > Zaloguj się
TEMAT MIESIĄCA
Pod własnym dachem

Kiedy dekarzem zostaje ktoś, kto od zawsze marzył o własnym domu, można się spodziewać, że gdy uda mu się zrealizować to marzenie, jego dach będzie dopieszczony w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli dodatkowo człowiek ten jest pasjonatem swego fachu, jest prawie pewne, że będzie to dach niezwykły. Czytaj więcej